Większość trendów w biznesie żywnościowym rodzi się w USA. Specjaliści mówią, że nowe trendy wędrują z USA zwykle najpierw do Londynu (stąd już łatwiej do reszty Europy), później do Hong-Kongu i do całej Azji. Podobno cały proces wędrówki ze Stanów do Azji trwa około 4 do 5 lat. Spojrzenie na aktualne trendy w Stanach może pomóc przewidzieć to co wkrótce pojawi się u nas i spojrzeć z szerszej perspektywy na konsekwencje tego co przerabiamy teraz.
Przeprowadzony pod koniec zeszłego roku sondaż blisko 2 tysięcy amerykańskich szefów kuchni “What’s Hot in 2012” pokazuje dwa wielkie nurty, które rosną w Stanach już od kilku lat: ukierunkowanie na lokalne źródła żywności i posiłki dla dzieci.
Najgorętsze trendy w menu amerykańskich restauracji na rok 2012 (pierwsza 10-tka):
- Mięso i owoce morza lokalnego pochodzenia
- Lokalnie wytworzone produkty rolne
- Zdrowe posiłki dla dzieci
- Tzw. super-lokalna żywność (ang. hyper-local food) - pochodząca z miejsca przyrządzania posiłków np. z własnego restauracyjnego ogrodu (czyt. więcej 'Hyperlocal’ the latest trend as restaurants grow their own)
- Zrównoważenie (ang. sustainability) jako temat kulinarny (czyli jedzenie wyprodukowane z troską o poszanowanie równowagi ekologicznej)
- Żywienie dzieci jako temat kulinarny
- Jedzenie bezglutenowe i dostosowane do alergii pokarmowych
- Lokalnie wyprodukowane piwo i wino
- Owoce morza pochodzące ze zrównoważonych połowów i hodowli
- Pełnoziarniste produkty w posiłkach dla dzieci

Sporo restauracji w Polsce podkreśla najczęściej regionalność i lokalność rodzaju dań, a nie ich składników. Rzadko kiedy na stronach internetowych (czy w menu) restauracji znajdziemy informacje na temat pochodzenia i staranności wyboru produktów. Spróbujcie zapytać obsługę. Albo zrobią minę w stylu "ale o co chodzi?", albo naciskani podadzą adres hurtowni.
A można inaczej jak pokazuje np. krakowskie ekobistro papuamu, które sporo energii wkłada w wyszukiwanie dobrych lokalnych producentów i ich bezustanną selekcję oraz promocję (zajrzyjcie na ich stronę i profil facebook-owy). Jednym z hitów menu papuamu jest "jajko od Bugajów" (najczęstsze pytanie klientów: "bugaje to jakaś odmiana ptaka?", podczas gdy chodzi o lokalne gospodarstwo państwa Bugajów).
Trend na lokalną żywność, czy zdrowe żywienie dzieci, jest w dużej mierze reakcją na starsze i dobrze ugruntowane nurty przemysłowej i fastfood-owej żywności. Dobrze to widać na przykładzie żywienia dzieci. Jak pisze Grzegorz Łapanowski:
"Jeśli oszczędności samorządów dalej będą obejmować sferę żywienia dzieci i młodzieży to mamy szansę powtórzyć los USA i Wielkiej Brytanii, gdzie pogoń za obniżeniem kosztów spowodowała epidemię otyłości i nadwagi. Dziś koszty jakie ponoszą te kraje skłaniają ich decydentów do podejmowania środków zaradczych. Michele Obama promuje zdrowe odżywianie, Tony Blair wsparł kampanię Jamiego Oliwiera. W Polsce sprawa zamiatana jest pod dywan i mamy do czynienia z typowym przykładem spychologii stosowanej."
(pełen tekst o tym jak może tragicznie wyglądać żywienie dzieci, a tu więcej o projekcie Szkoła na Widelcu).
Może zamiast przerabiać złe kierunki, które już się w Stanach nieco przejadły, przeskoczylibyśmy już zaraz do tych lepszych, najnowszych?